niedziela, 1 marca 2015

Podziękowania


Ten blog pojawił się w moim życiu niespodziewanie, ale nie żałuje. Cieszę się, że mogłam go prowadzić i, że mogłam się z Wami podzielić moimi pomysłami.

Przede wszystkim pragnę podziękować Sweet Dreams. ! Dziękuje Ci za zaufanie jakim mnie obdarzyłaś przekazując mi tego bloga ! Starałam się godnie Cię zastąpić, ale nie mam pojęcia czy mi się udało. Mam nadzieje, że nie zawiodłaś się na mnie i nie żałujesz, że oddałaś mi swojego bloga. DZIĘKUJE !

Dziękuje Wam wszystkim i każdemu z osobna ! Dziękuje za wszystkie komentarze ! Dziękuje za wszystkie wyświetlenia ! Dziękuje, że ze mną byliście i mnie wspieraliście ! DZIĘKUJE !

Mimo małej ilości rozdziałów bardzo się zżyłam z historią Julki i Marco. Każdego bloga traktuje bardzo poważnie, kocham je wszystkie całym sercem i zdecydowanie nie lubię ich kończyć, a tym bardziej się żegnać.


To tyle. Dziękuje, dziękuje i jeszcze raz dziękuje.



Rozdział 26. + Epilog.

* Perspektywa Julki - Sierpień *
To już dzisiaj mija równy rok od kiedy zostałam panią Reus. Moja mała Emily ma troche ponad trzy miesiące. Oliwka jest idealną córka i starszą siostrą, pomaga mi. Zresztą tak samo jak mój ukochany mąż.
Obudziłam się z samego rana, o dziwo to nie moja małą córeczka mnie obudziła. Otworzyłam powoli oczy, ale w sypialni byłam sama, powoli podniosłam się z łóżka, ale w tym samym momencie drzwi do pomieszczenia się otworzyły i zobaczyłam mojego ukochanego. Na jego widok od razu się uśmiechnęłam, bo stał przede mną z tacą w ręku
-To miało być śniadanie do łóżka - skrzywił się
-No i będzie - położyłam się szybko do łóżka
-Wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy ślubu kochanie
-Dziękuje bardzo - uśmiechnęłam się szeroko - i wzajemnie
Piłkarz położył się obok mnie, a na moich kolanach położył tace ze śniadaniem i małym bukiecikiem
-Gdzie zgubiłeś dzieci ?
-Są u Agaty
-Chyba żartujesz - zdziwiłam się - podrzuciłeś jej dwójkę naszych dzieci jak ona ma dwójkę swoich dzieci ?
-Kochanie Kuba jej pomoże, a po za tym sama to zaproponowała
-Dałeś wszystko dla Emily ?
-Tak - uśmiechnął się
-W porządku
-Co powiesz na kolacje ?
-W domu ?
-Na mieście
-Bardzo chętnie
-Musimy jakoś uczcić, że już od roku jesteś moją ukochaną żoną
-Ukochaną żoną ?
-Najukochańszą - wpił się w moje usta - a teraz zjadaj śniadanie
-Dobrze - zaśmiałam się - pomożesz mi ?
-Jeżeli chcesz
Zjedliśmy przepyszne śniadanie, a następnie wspólny prysznic, który trochę się przeciągnął, a potem się ubraliśmy.
-Kochanie !
-Hmm ?
-Co powiesz na krótki wyjazd ?
-Kiedy ?
-Teraz
-Jak to teraz ?
-Mela odbierze dzieci od Agaty i się nimi zajmie, a my byśmy dobie gdzieś wyskoczyli
-Gdzie ?
-Paryż ?
-Romantycznie, co ? - zaśmiałam się
-Oczywiście
-Dobrze, jeźdźmy
-Na prawdę ?
-Tak
-Za trzy godziny mamy samolot
-Wszystko zaplanowałeś - szturchnęłam go
-Nie mogłem się powstrzymać
-Ale spakować to już też mnie nie mogłeś ?
-Jakoś tak wyszło - zaśmiał się
-Daj mi chwile
Weszłam do naszej wspólnej garderoby, wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować do niej najważniejsze rzeczy
-Na długo jedziemy ?
-Wracamy pojutrze wieczorem !
-Okej !
Po kilkunastu minutach moja walizka była już spakowana, kosmetyczka też, więc znosiłam wszystko do przedpokoju.
-Marco !
-Tak ? - po chwili znalazł się przy mnie
-Zostawiłeś Meli klucze ?
-Tak, bo nie chciałem jej dawać wszystkich rzeczy Emily i Oliwki od razu
-Okej to dobrze
-Pomyślałem o wszystkim, spokojnie
-Zauważyłam
-Zasługuje na miano idealnego męża ?
-Muszę się zastanowić
-Zastanowić ? Pomogę Ci - złapał mnie i zaczął łaskotać
-Aaaaaa !!!! - piszczałam próbując się wyrwać - puszczaj mnie !
-Nigdy - zaśmiał się i nie przestawał
-Marco proszę !
-Słucham ?
-Jesteś idealnym mężem ! Przysięgam !
-Jesteś pewna ?
-Tak tak tak
-W porządku - przestał i namiętnie mnie pocałował
-Podobają mi się Twoje przeprosiny
-Dziękuje bardzo - uśmiechnął się szeroko - ale to nie były przeprosiny
-Pfff !
-To Ty powinnaś przepraszać
-Ja ? Niby za co ?
-Za te okropne żarty
-Przykro Ci się zdobiło, tak ? - żartowałam sobie z niego
-Nawet nie wiesz jak bardzo
-Jesteś już dużym chłopcem, dasz sobie radę
-Będziesz coś chciała - odwrócił się
-Jedziemy samochodem na lotnisko ? - zmieniłam temat
-Zamówiłem taksówkę
-Ok
O wyznaczonej porze byliśmy na lotnisku, dość szybko przeszliśmy przez odprawę. Wszystkie formalności strasznie mi się dłużyły, ale ja zawsze tak mam, więc daliśmy radę. W samolocie siedziałam przy oknie, ale prawie od razu zasnęłam. Nawet chyba nie zapięłam pasów, ale mój mąż zrobił to za mnie.
-Kochanie - usłyszałam
-Jeszcze chwilka - mruknęłam
-Zaraz lądujemy, wstawaj
-Tak szybko ?
-Przespałaś cały lot
-No wiem wiem - westchnęłam otwierając oczy
-Nie rozpiąłem Ci pasów, bo nie chciałem Cię obudzić
-Nie przejmuj się tym - położyłam mu dłoń na policzku
-Mogę cały czas patrzeć jak śpisz - nachylił się i złożył na moich ustach czuły pocałunek
-Wiesz, że tego nie lubię
-Gdybym Ci o tym nie mówił to nawet byś nie wiedziała - cicho się zaśmiał
-Oj tam - machnęłam ręka - mam intuicje
-Tak samo mówiłaś w ciąży
-To znaczy ?
-Mówiłaś, że będzie syn, bo intuicja Ci to podpowiada
-Dobrze raz w życiu się pomyliłam
-Tylko raz ?
-Koniec tej rozmowy ! - zarządziłam z uśmiechem
Nienawidzę lądować, więc mocno ścisnęłam dłoń piłkarza, a on posłałam mu pocieszający uśmiech. Po chwili już było po wszystkim, ale postanowiliśmy opuścić samolot jakoś ostatni, żeby było nam wygodniej. Marco wziął naszą walizkę podręczną, puścił mnie przodem i wspólnie opuściliśmy maszynę. Odebraliśmy bagaże, wysłaliśmy z hali i złapaliśmy taksówkę. Pogoda była wprost idealne ! Wymarzona ! Jak się cieszę, że tu jestem !
-Dziękuje - pocałowałam mojego męża - wymarzone miejsce na świętowanie pierwszej rocznicy ślubu
-Jak ten czas szybko leci
-To prawda
-Zanim się obejrzymy, w minie 20 lat od naszego ślubu
-Nie rozpędzaj się tak - zachichotałam
Jak dotarliśmy już do hotelu to po prostu tylko się odświeżyliśmy, rozpakowaliśmy z grubsza, a potem zeszliśmy do hotelowej restauracji, aby coś zjeść. Zamówiłam sobie zwykłą sałatkę i sok, bo w końcu to jeszcze nie obiad
-Jesteś pewna, że nie chcesz nic więcej ?
-Nie, dziękuje
-Jesteś straszną chudzinką
-Ważę więcej niż przed ciążą
-Na prawdę ? - wyglądał na zaskoczonego
-Tak - puściłam mu oczko
-Dla mnie zawsze jesteś wyjątkowa i przepiękna
-Dziękuje - uśmiechnęłam się szeroko - a Ty dla mnie zawsze jesteś przystojny i niezwykle czarujący
-Taki już mój urok osobisty
-Lepiej, żebyś odkrywał go tylko przy mnie
-Ależ oczywiście skarbie
-No i tak ma być - pogroziłam mu palcem
Dokończyliśmy nasze posiłki i od razu opuściliśmy hotel. Postanowiliśmy zrobić sobie krótki spacerek, bo na wieczór mamy zarezerwowany stolik w restauracji, więc pewnie i tak gdzieś potem jeszcze pójdziemy
-Dziękuje, że mnie tu zabrałeś
-Dla Ciebie wszystko
-W Dortmundzie mówiłeś, że zjemy kolacje na mieście
-Tak, ale nie mówiłem w jakim mieście, prawda ?
-Prawda - zaśmiałam się
-Dortmund to miasto, Paryż to miasto ...
-Co to za różnica ?
-Dostałem propozycje z Bayernu - powiedział po chwili
-Jaką propozycje ? - zapytałam, chociaż doskonale znałam odpowiedź
-Chcą mnie u siebie w drużynie
-Myślisz o tym na poważnie ?
-Nie wiem - wzruszył ramionami - kocham Borussie, obiecałem, że Bayern mnie nie złamie, ale sam nie wiem. To nie jest tak, że są lepsze pieniądze, bo na nich mi nie zależy. Po prostu jest wyższy poziom, jest Mario, ale czy ja się tam odnajdę ? Czy będę miał coś do roboty ? Nie chce siedzieć na ławce przez pół sezonu
-Marco musisz to przemyśleć, ale moim zdaniem to nie jest najlepszy pomysł
-Nie chcesz wyjeżdżać z Dortmundu, co ?
-Nie o to chodzi - westchnęłam, podeszłam do niego bardzo blisko i spojrzałam mu w oczy - pojade za Tobą wszędzie Marco, ale chce, żebyś był szczęśliwy. Jeżeli Ty będziesz tam szczęśliwy to my też będziemy tam szczęśliwe
-Bardzo Cię kocham - przyciągnął mnie do siebie i położył mi głowę na ramieniu - i bardzo Ci dziękuje, że ze mną jesteś
-Wiesz, że gdyby nie Ty to moje życie wyglądałoby gorzej - szepnęłam
-Ważne jest tu i teraz skarbie - pocałował mnie - Ty odmieniłaś mnie, a ja odmieniłem Ciebie
-Jesteśmy dla siebie stworzeni
-To prawda
Usiedliśmy na ławeczce i milczeliśmy. Chyba żadnemu z nas to nie przeszkadzało, bo od czasu do czasu zerkaliśmy na siebie z uśmiechem. Nie potrzebowaliśmy słów.
-Boje się - szepnęłam ledwo dosłyszalnie, ale mój mąż i tak na mnie spojrzał - boje się, że pewnego dnia Cię stracę i nie chodzi mi o śmierci. Ja się boje tego, że mnie zostawisz dla innej, lepszej, ładniejszej. Boje się, że będziesz sie interesował już tylko dziećmi. Boje się, że pewnego dnia Ci się znudzę, że obudzisz się rano i pomyślisz, że już mnie nie kochasz. A ja nie chce Cię stracić, nie chce, żebyś gdziekolwiek odchodził
-Skarbie - ukucnął przede mną i złapał mnie za ręce - jak możesz tak myśleć ? Nigdy w życiu Cię nie zostawię, bo jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, kocham Cię tak mocno jak jeszcze nikt nikogo nie kochał. Nie ma żadnej innej kobiety, która może mnie kiedyś zainteresować. To Ty jesteś najlepsza, najpiękniejsza i przede wszystkim wyjątkowa. Pokochałem Ci taką jaką jesteś i zawsze będę Cię kochał. A jak się rano budzę to kocham Cię bardziej niż dzień wcześniej i mniej niż dzień później. Moja miłość do Ciebie jest dużo większa niż sobie wyobrażasz, rośnie z dnia na dzień i to się nigdy nie zmieni. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie
-Dziękuje - przytuliłam się do niego mocno
-Powiedziałem prawdę
-Wiem
-Nie myśl tak więcej, dobrze ?
-Dobrze
-Obiecujesz ?
-Oczywiście. Obiecuje
-Mam nadzieje - złożył na moich ustach delikatny pocałunek
-Wracajmy już - uśmiechnęłam się - przed kolacją trzeba jakoś uczcić naszą rocznice
-Jeżeli mówisz o tym o czym myślę to faktycznie wracajmy
-Dokładnie o tym mówię - zaśmiałam się głośno i radośnie




Epilog.

* Narracja 3-osobowa - 19 lat później *
To dzisiaj państwo Reus obchodzą okrągłą dwudziestą rocznice ślubu. Mimo kłótni, nieporozumień i sprzeczek zawsze potrafili się ze sobą dogadywać. Zawsze byli że sobą zgodni, zgrani i szczęśliwy. Wspólny czas bardzo szybko im leciał i nadal nie wierzą, że minęło już 20 lat.
Julia nigdy później nie pracowała, skupiła się na swoich ukochanych córeczkach i mężu. Wszystkie domowe obowiązki wykonywała najlepiej jak potrafiła i nigdy nie narzekała. Do końca kariery swojego męża dumnie go wspierała i wiernie mu kibicowała.
Marco do końca swojej kariery grał w Borussii Dortmund, na Mistrzostwach Świata 2018 wraz z Reprezentacją Niemiec zajął 1 miejsce. W finale grał pełne 90 minut i strzelił wszystkie 5 goli, które dały im zwycięstwo.
Oliwia niedawno wyszła za mąż i jest już w trzecim miesiącu ciąży. Obowiązki żony i przyszłej matki perfekcyjnie godzi ze studiami prawniczymi. Rodzice są z niej dumni i zawsze będą.
Emily jest jeszcze młoda, zdała maturę i nadal nie wie na jakie studia ma iść. Chce się wyszaleć i wie, że na rodziców zawsze może liczyć. Od małego gra w piłkę nożną, ten talent z pewnością odziedziczyła po ojcu, ale mówi, że nigdy nie będzie grała zawodowo.
Mario i Ann wzięli ślub ponad 18 lat temu, mają syna, który jest trzy lata młodszy od Emily, ale i tak się przyjaźnią. Ann nie zrezygnowała z kariery modelki będąc w ciąży i opłaciło jej się to, a Mario wrócił do Borussii i tam zakończył karierę.
Agata i Kuba doczekali się trzeciej córki, która jest w wieku syna Ann i Mario. Po zakończeniu kariery przez Kubę przenieśli się z powrotem do Polski, ale dalej utrzymują kontakt z Julą i Marco.


KONIEC

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 25.

* Perspektywa Julki - Kwiecień *
W zasadzie to jestem już w dziewiątym miesiącu ciąży, za niecałe dziesięć dni mam termin porodu, więc mój mąż chucha na mnie i dmucha jakbym była małym dzieckiem. Nie pozwala mi nic robić, nie pozwala mi dźwigać i próbuje we wszystkim mnie zastąpić. Czasami mnie to irytuje, ale wiem, że się stara i bardzo mu zależy. Koniec końców zrezygnowałam z pracy dla świętego spokoju. Marco lepiej się z tym czuł, a mi właśnie na tym zależało.
-Marco ! - zawołałam z góry
Słyszałam jak chłopak biegnie na górę i zaraz wpada z hukiem do sypialni, gdzie leżałam na łóżku
-Co się stało ?
-Nic - spojrzałam na niego rozbawiona - wszystko ok ?
-Ze mną ?
-Wyglądasz jakbyś miał zemdleć
-Przestraszyłaś mnie
-Musisz przestać panikować - podeszłam do niego i stanęłam na palcach, żeby go pocałować - nic się nie dzieje, ok ?
-Ok - westchnął i położył ręce na moim brzuchu
-Chciałam zapytać czy zawiozłeś już małą do przedszkola
-Tak, jesteśmy sami
-O której masz trening ?
-Nie wybieram się
-Bo ?
-Nie zostawię Cię samej
-Chyba sobie żartujesz - prychnęłam - zasuwaj na trening
-Jula ...
-Nic mi nie będzie - westchnęłam - nie możesz wszystkiego dla mnie poświęcać, więc masz jechać teraz na trening i się mną nie przejmować
-Zadzwonisz jakby co ?
-Tak - posłałam mu uśmiech
-W porządku - pocałował mnie w czoło
-Spakowaną masz torbę ?
-Yhmm - puścił mi oczko
Patrzyłam jak mój ukochany przebiera się w klubowy dres, zabrał torbę treningową i wychodzi. Wcześniej oczywiście czule się ze mną pożegnał. Widziałam przez okno w sypialni jak wyjeżdża z garażu, a następnie z posesji. Zabrałam się za pakowanie torby do szpitala, włożyłam jakieś swoje ubrania, kosmetyki, ubrania dla dzidziusia no i tak dalej. Położyłam torbę na wierzchu w garderobie, a następnie poszłam się położyć. Byłam już dość gruba delikatnie mówiąc, coraz częściej bolał mnie kręgosłup, ale jeszcze chwila i będą razem z moim dzidziusiem. Nie znamy płci naszego dziecka, zdecydowaliśmy, że chcemy mieć niespodziankę. Wystarczy nam, że dziecko będzie zdrowa, więc bez znaczenia jest czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Pokoik mamy urządzony w neutralnych kolorach, ale łóżeczko stoi na razie u nas w sypialni, zresztą tak samo jak w naszej łazience znajduje się przewijak, a w garderobie komoda z ubrankami. W gruncie rzeczy nasz mały bobas ma swój pokoik, ale na razie korzystać z niego nie będziemy, może za rok, może za dwa. Oliwka już się nie może doczekać rodzeństwa, codziennie pyta czy długo jeszcze, wymyśla nowe imiona, przygotowała już zabawki, którymi będą się bawić. Z jednej strony jest duża, wie, że na razie jej brat/siostra będzie za małe na zabawę, ale jej to nie przeszkadza.
Leżałam w łóżku i oglądałam bezsensowne programy w telewizji jak zadzwonił mój telefon, wzięłam go do ręki, a na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Agaty Błaszczykowskiej
-Halo ?
-Hej - powiedziała radośnie
-Cześć - uśmiechnęłam się
-Co porabiasz ?
-Leże i oglądam telewizje - zaśmiałam się
-Nie masz ochoty przypadkiem się spotkać ?
-Pewnie, że mam
-Jestem właśnie z Leną na spacerze, ale możemy do Ciebie przyjść
-Nie mam zakazu wychodzenia
-Wiem, ale Marco chyba nie będzie zadowolony
-Umówmy się w parku tym najbliżej mojego domu
-W porządku, za ile ?
-Doczołgam się tam w 20 minut, ale muszę się ogarną, więc może za niecałe 40 minut ?
-Pasuje mi
-Widzimy się przed wejściem głównym ?
-Jasne
-To do zobaczenia
-Do zobaczenia, cześć - rozłączyła się
Zanim zaczęłam się ogarniać, wykręciłam jeszcze numer mojego ukochanego, nie liczyłam na to, że odbierze, ale jednak to zrobił
-Jula ?
-Znowu panikuje - zaśmiałam się - widzę się dzisiaj z Agatą
-Okej
-Na mieście
-Ni zrobisz tego
-Marco ciąża to nie choroba
-W każdej chwili możesz zacząć rodzić
-Więc bez znaczenia czy będę w domu czy na mieście skoro będę w towarzystwie
-Odbiorę Cię potem
-Poradzę sobie, trenuj. Pa - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się
W garderobie ubrałam się w ciążowe spodnie, których szczerze nienawidzę, błękitny, szeroki sweterek i czarne botki na płaskim obcasie oczywiście. Wzięłam też małą, błękitną torebeczkę z Mohito do której spakowałem telefon, klucze i portfel. Na dole w przedpokoju założyłam beżowy płaszczyk, którego nawet nie próbowałam zapinać i byłam gotowa. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i spacerkiem ruszyłam w stronę parku. Był dopiero początek kwietnia, ale pogoda była idealna, wymarzona na spacer. Udało mi się dotrzeć trochę przed czasem, więc po prostu usiadłam na ławce blisko wejścia. Po chwili zobaczyłam Agatę, która szła w moją stronę pchając wózek. Wstałam i ruszyłam jej naprzeciw.
-Hej - cmoknęłam ją w policzek
-Cześć - uśmiechnęła się szeroko - moja droga z dnia na dzień wyglądasz coraz lepiej
-A dziękuje Ci bardzo - spojrzałam na córkę mojej przyjaciółki - jaka ona jest już duża i taka śliczna
-Rośnie jak na drożdżach
-Pamiętam jak było z Oliwką
-Jak się czujesz ?
-Dobrze, tylko Marco cały czas panikuje
-Martwi się o Ciebie
-Wiem, ale tą ciąże lepiej znosiłam niż pierwszą
-Na prawdę ?
-Yhmm
-Ja chyba drugą lepiej wspominam
-Każda ciąża jest inna
-Dokładnie tak
Pochodziłyśmy sobie po parku, w tym czasie Lena zasnęła, a my sobie gadałyśmy. Na chwile też usiadłyśmy na ławce, ale długo się nie nasiedziałyśmy.
-Która godzina ? - spytała blondynka
-Prawie 13 - spojrzałam na zegarek w telefonie
-Kuba już pewnie jest w domu
-Marco też, bo dzwonił do mnie już kilka razy
-Może oddzwoń co się będzie chłopak stresował
-Dobra niech Ci będzie - zachichotałam
Odeszłam kawałek i wykręciłam numer mojego męża, odebrał po kilku sygnałach
-Hej
-Cześć, chciałam Ci tylko powiedzieć, że nadal jestem z Agatą i zamierzam odebrać małą z przedszkola, więc nie musisz się fatygować
-Na pewno dasz radę ? To trochę daleko
-Marco daj spokój - westchnęłam - jakby co to wezmę taksówkę, ale nic mi nie jest
-Martwię się
-Przesadzasz, a ja nie wytrzymam tak dłużej. Wiem, że niedługo mam termin, ale to przecież nic nie znaczy. Mam telefon, teraz jestem z Agatą, więc nic złego mi się nie stanie - wyrzuciłam z siebie
-Jak to nie wytrzymasz ? - wykrztusił - chcesz mnie zostawić ?
-Co ? Nie ! Oczywiście, że nie, bo bardzo Ci kocham ! - westchnęłam - jesteś dla mnie najważniejszy ! Po prostu musisz trochę wyluzować
-Dobrze, spróbuje
-Jakby co to do Ciebie zadzwonię
-Ok - znałam ten jego ton ... jest smutny i bezradny ... przeze mnie
-Przepraszam
-Rozumiem skarbie - powiedział czule - baw się dobrze
-Dziękuje, pa ! - rozłączyłam się, a telefon wsunęłam do torebki
Wróciłam do Agaty, która stała cały czas w tym samym miejscu. Posłałam jej uśmiech i już wiedziała, że wszystko jest między nami ok
-Wracamy ?
-Lecę po Oliwkę do przedszkola, a Ty chyba nie masz po drodze
-Przejdę się z Tobą i tak nie mam nic lepszego do roboty
-A Kuba, a Oliwka ?
-Mała jest jeszcze w przedszkolu, a Kuba pojechał przed chwilą do Piszczka
-Biedna - westchnęłam
-Jakoś chyba przeżyje - wybuchła śmiechem, a ja razem za nią - a co u Kate ?
-Dobrze, poznała faceta
-Coś wspominałaś
-Tak, są razem już ponad miesiąc
-To jak na razie nie dużo
-Niby nie, ale wiesz jaka jest Kate - przewróciłam oczami
-Fajny jakiś ?
-Wydaje się być w porządku
-To dobrze
-Dokładnie tak samo uważam, chociaż wiem, że nie powinna jeszcze robić sobie nadziei
-Oj nie powinna - westchnęła Agata - potem może być jej trudno
-Wiem - skrzywiłam się
-Zamierzasz wracać do pracy ?
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami - z jednej strony Marco sie cieszy, że siedziałam w domu, a mi było dobrze, ale z drugiej wiem, że na razie i tak nie będę nigdzie pracowała. Dziecko jest ważniejsze
-Ja zrezygnowałam ze swojej kariery dla Kuby, ale już nie żałuje. Zrobiłam to czego tak na prawdę oboje potrzebowaliśmy
-Wszystko wyszło na dobrze - uśmiechnęłam się
Poszłyśmy pod przedszkole Oliwii, moja przyjaciółka czekała przed budynkiem, a ja weszłam do środka i zabrałam moją córkę. Bardzo ucieszyła się na mój widok, bo od bardzo dawna jej nie odbierałam. Wyszłyśmy przed przedszkole, mała przywitała się z Agatą i wszystkie ruszyłyśmy w stronę naszego domu. Nawet chciałam namówić panią Błaszczykowską, żeby do nas przyszła, ale odmówiła. Pożegnałyśmy się pod naszym domem, podziękowałam jej i razem z moją córką weszłyśmy do środka.
-Jesteśmy ! - zawołałam
Zdjęłam buty, płaszczyk i pomogłam się rozebrać dziewczynce. Wkładałam akurat kurtki do szafy, a w przedpokoju pojawił się mój mąż. Widziałam po jego oczach, że nadal jest mu ciężko po naszej rozmowie telefonicznej
-Kochanie idź do kuchni, a ja zaraz przyjdę
-Dobrze mamo - zatrzymała się jeszcze przy Marco, który cmoknął ją w policzek - cześć tato
-Cześć skarbie - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech
Dziewczynka pobiegła do kuchni, a ja podeszłam do mojego ukochanego
-Przepraszam - szepnęłam
-To ja przepraszam - objął mnie delikatnie
-Kocham Cię bardzo i wiem, że się martwisz, ale na prawdę nie musisz panikować - spojrzałam mu w oczy - jesteś najważniejszym facetem w moim życiu, jak mogłeś pomyśleć, że chce Cię zostawić
-Po prostu ... - przerwał na chwile - nie myślałem o tym co mówię
-Zapomnijmy o tym - posłałam mu uśmiech - dobrze ?
-Dobrze - złożył na moich ustach pocałunek
-A teraz chodźmy do kuchni, bo trzeba zjeść obiad
-Głodna ?
-Bardzo - uśmiechnął się jak usłyszał moją odpowiedź, więc lekko szturchnęłam go w bok
-Za co ?
-Za niewinność - zaśmialiśmy się


* Perspektywa Marco - Kilka Dni Później *
Czekam właśnie pod porodówką. Jula zaczęła rodzić dzisiaj rano, to trwa już kilka godzin, a ja nie mogę usiedzieć już w miejscu. Moja żona powiedziałam, że nie chce, żebym był przy porodzie, więc mnie tam z nią nie ma.
-Marco usiądź, spokojnie - usłyszałem głos Agaty
-Nie potrafię usiedzieć w miejscu
-To nic Ci nie da - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie
-Wiem - westchnąłem i usiadłem na krzesełku
Czekaliśmy tak jeszcze godzinę, dwie godziny, trzy godziny, aż w końcu po prawie czterech godzinach usłyszałem płacz dziecka. Spojrzałem na zegarek, którego wskazywały, że jest już po 15. Moja żona męczyła się przez osiem godzin, a ja siedziałem tu pod drzwiami jak pies. Nagle wyszedł do nas lekarz, więc szybko do niego podszedłem
-Pan jest ojcem ? - spojrzał na mnie
-Oczywiście, że tak
-Gratuluje, ma pan córkę
-Córkę - uśmiechnąłem się - mam córkę !
Lekarz wrócił do Juli, a ja objąłem Agatę, która stała obok mnie i odkręciłem ją wokół własnej osi
-Mam córkę !
-Wiem - zaśmiała się - gratuluje
Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka, która pozwoliła mi wejść na chwile do Juli i mojej małej córeczki. Zanim moja żona mnie zobaczyła to stałem przez moment i przed oczami miałem najpiękniejszy widok na świecie. Moja ukochana żona trzymająca moją małą córkę.
-Hej - pocałowałem ją w czoło
-Cześć - spojrzała na mnie, a potem na małą - jest śliczna, prawda ?
-Tak - uśmiechnąłem się
-Jak ją nazwiemy ?
-Nie wiem, masz jakiś pomysł ?
-Myślałam nad Emily
-Emily Reus, podoba mi się
-Moja mała, słodka Emily - moja ukochana pocałowała ją w czoło
*****
! DO KOŃCA BLOGA ZOSTAŁ 1 ROZDZIAŁ + EPILOG ! 

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 24.

* Perspektywa Julki *
Poszłam do kuchni nie zwracając uwagi na mojego męża. Wyjęłam z lodówki żółty ser i masło, a z chlebaka jedną kajzerke, którą przekroiłam na pół. Posmarowałam ją masłem, położyłam po plasterku sera i położyłam na to jeszcze pomidora.
-Kotku
-Nie gadajmy o tym - westchnęłam
-Nie chce się kłócić
-Ja też
-Więc się nie kłócimy - objął mnie i pocałował mnie w szyje
-Chciałabym jeszcze pracować - powiedziałam ostrożnie - może do końca roku ?
-Wolałbym, żebyś zrezygnowała - westchnął - możesz wrócić po porodzie, ale znając Ciebie będziesz chciała zostać z dzieckiem
-Daj spokój - odsunęłam się od niego - pierwszy raz coś takiego mi sie przytrafiło ! To był tylko przypadek, więc nie ma co panikować ! W przyszłym tygodniu wracam do pracy, bo nie zamierzam na razie z niej rezygnować i być na Twoim utrzymaniu !
-Jesteś w ciąży !
-To nie jest choroba !
-Nawet lekarz powiedział Ci, że powinnaś zrezygnować
-Wiem co mówił - warknęłam
-I po prostu zamierzasz to olać ?
-Nie olewam tego ! Zrezygnuje z pracy, ale jeszcze nie teraz
-A dlaczego nie ?
-Bo to dopiero początek i czuje się na siłach, żeby pracować
-W takim razie inaczej - widziałam po jego oczach, że jest zły - nie zgadzam sie, żebyś wracała do pracy
-Nie pytałam Cię o zdanie - podniosłam głos
-Czyli nawet nie zamierzałaś tego przemyśleć ! Od razu podniosłaś głos
-Dokładnie tak ! Mam prawo sama o sobie decydować
-Świetnie!
-Też tak mi się wydaje - wzięłam talerz z kanapkami i wyszłam z kuchni
Poszłam na góre, położyłam się na łóżku i zaczęłam jeść kanapki. Nagle do sypialni weszła moja córcia i położyła sie obok mnie
-Co tam skarbie ?
-Mamusiu czy Marco nas zostawi ?
-Skąd Ci to przyszło do głowy ? - przytuliłam ją
-Krzyczeliście
-Tak, trochę sie pokłóciliśmy
-Nie chce, żebyście się kłócili
-Ja też nie chce - pocałowałam ją w czoło
-Kocham go - jęknęła
-Kochanie ja też bardzo go kocham - uśmiechnęłam się - nie przejmuj się, dobrze ?
-Dobrze
Leżałyśmy wspólnie w łożku i przytulałyśmy się. Opowiedziałam jej jakąś bajkę, a ona opowiadała mi co sie dzieje w przedszkolu.
-Cześć - blondyn zajrzał do pomieszczenia
-Cześć - uśmiechnęła się dziewczynka
-Zostawisz mnie na chwile z mamą ?
-A nie będziecie krzyczeli ?
-Nie - powiedział pewnie
-Dobrze - zeszła z łóżka i wyszła z sypialni
Piłkarz przez chwile mi się przyglądał, a potem podszedł do łóżka i usiadł na nim. Przez cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku, ale ja nie potrafiłam cały czas utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego. Spojrzałam na swoje dłonie i bawiłam się kocem.
-Przepraszam - powiedział w końcu
-To ja przepraszam - westchnęłam
-Na prawdę nie chce, żeby coś Wam się stało
-Proszę zrozum, że to się może nigdy więcej nie zdarzyć
-Może sie zdarzyć i może się nie zdarzyć
-No właśnie
-Nie jestem się w stanie zgodzić
-Chciałam pójść na kompromis. Nie pracowałabym do końca, tylko na razie przez jakiś czas
-Będziesz na nogach przez kilka godzin
-Dawałam radę
-Teraz będzie Ci trudniej
-Wiem
-Czy na prawdę musimy o tym dyskutować
-Chciałabym pracować
-Nie możesz znaleźć lepszej pracy, ale po porodzie ?
-Oczywiście, że mogę
-To zrób tak
-Nie rozumiesz
-Wytłumacz mi
-Nie chce siedzieć w domu, kiedy Ty będziesz na prawdę cieżko pracował i zarabiał. Wiem, że moja pensja nie wnosi dużo, ale zależy mi, żeby chociaż trochę zarabiać
-Kochanie ja to wszystko rozumiem, ale to nie jest konieczne, a przynajmniej nie teraz
-Nie przekonam Cię ?
-A ja Ciebie ?
-Nie wiem - pokiwałam przecząco głową
-Może spróbuje inaczej - zbliżył się do mnie i namiętnie mnie pocałował
-Przestań - zaśmiałam się - musimy coś zdecydować
-Możemy potem
-O nie ! Chcesz mnie omotać
-Tylko troszkę
-I uda Ci się - westchnęłam i odepchnełam go - więc odsuń się kawałek
-Okej - uniósł ręce w geście poddania się i położył się obok mnie
-Jakbym pracowała tylko do Bożego Narodzenia to potem mielibyśmy jeszcze 4 miesiące
-Zamierzasz przez najbliższe 3 miesiące pracować, tak ?
-Chciałabym
-Nie dojdziemy do porozumienia
-Bo Ty nie chcesz się zgodzić
-Jak będziemy się tak kłócić Jula to nie wyjdzie nam to
-Mam tydzień zwolnienia, więc mamy czas, żeby to przemyśleć
-W porządku
-Nie lubię się z Tobą kłócić - przytuliłam się do niego
-Ja też tego nie lubię - pocałował mnie w czoło
-Oliwka mnie pytała czy nas zostawisz
-Żartujesz ?
-Nie, słyszała jak się kłóciliśmy
-Cholera
-Powiedziałam jej, żeby się nie przejmowała, ale wiesz jak jest z dziećmi
-Pójdę do niej
-Myślisz, że to coś da ?
-Postaram się, żeby dało
-Dziękuje - uśmiechnęłam się
-Zaraz wracam - pocałował mnie - odpoczywaj !
-Dobrze - zaśmiałam się
Mój mąż wyszedł z sypialni, a ja przykryłam się szczelniej kocem i włączyłam telewizor. Nie mogłam się zdecydować, więc włączyłam niemieckie Top Model, muszę przyznać, że nie wszystkie Niemki są brzydkie. Akurat jak leciały napisy końcowe to do sypialni wszedł Marco z dziwną miną.
-Co sie stało ? - przeraziłam się
-Powiedziała do mnie "tato"
-Na prawdę ?
-Tak - uśmiechnął się
-No widzisz tato już nas nie możesz zostawić - powiedziałam cicho
-Nigdy nie miałem takiego zamiaru - podszedł do mnie i mnie pocałował
-Położysz sie ze mną ?
-Jeżeli chcesz - położył się za mną i przytulił się do moich pleców
-Moje leki są na dole ?
-Tak, przynieść Ci ?
-Na razie nie trzeba
-Kate mówiła, że musi przyjść i Cię zobaczyć
-Już się nie moge doczekać
-No i Mario nas zapraszał do siebie
-Kiedy ?
-Jak będziemy mieli czas
-To fajnie - uśmiechnęłam się
-Nie wiem czy w najbliższym czasie będę miał chociaż trochę wolnego
-Nie musimy ich teraz odwiedzać
-Może jak będziemy grali mecz z Bayernem to albo pojedziesz z nami do Monachium albo zaprosimy ich do siebie po meczu
-Pomyślimy - cmoknęłam go w policzek
-Jeszcze nigdy nie powiedziała do mnie "tato" - powiedział po dłuższej chwili milczenia
-No i jakie to uczucie ?
-Dziwne
-Pozytywnie czy negatywnie ?
-Pozytywnie - wyszczerzył zęby - to było na prawdę świetne
-Przyzwyczajaj się
-Myślę, że zanim ten maluch powiem do mnie "tato" to trochę czasu minie - położył mi dłoń na brzuchu
-Ciekawa jestem czy Oliwka będzie tak do Ciebie mówiła na stałe
-Byłoby bardzo miło, a jak będzie miała moje nazwisko to już będzie idealnie
-Nie musisz tego robić - spojrzałam mu w oczy
-Chce, żeby prawnie była moją córką
-Ja też tego chce - uśmiechnęłam się lekko
-No widzisz
-Dobra bierzemy sie za obiad - podniosłam się do pozycji siedzącej
-O nie nie nie - przyciągnął mnie z powrotem do siebie
-Co ? - zaśmiałam się
-Ja robię obiad, a Ty odpoczywasz
-Odpoczęłam już dużo, a przy obiedzie możesz mi pomóc
-Pomóc ?
-Yhmm
-A jak to Ty byś mi pomogła ?
-Ja też mogę Ci pomóc, ale mam warunek
-Jaki warunek ?
-Nie będziesz kazał mi siedzieć, ale na prawdę będę mogła coś robić
-Dobrze niech będzie
-Obiecujesz ?
-Obiecuje - uśmiechnął się
-To chodźmy - pocałowałam go
Wstaliśmy z łóżka i wyszliśmy z sypialni. Marco zszedł szybko na dół, a ja zajrzałam jeszcze do Oliwi, która bawiła się grzecznie lalkami. Ostatnio ma na nie fazę, ale w sumie to dobrze, bo mam ją wtedy na chwile z głowy.
-To co mam robić ?
-A co w ogóle będziemy robili ?
-Obojętnie mi - wzruszyłam ramionami
-Może zrobimy jakąś zapiekankę ?
-Pasuje mi, warzywną ?
-Może być
Zaczęliśmy kroić warzywa, które potem ułożyliśmy w naczyniu żaroodpornym, doprawiliśmy to i było gotowe, aby wstawić do piekarnika.
-Napijesz sie czegoś ? - zapytałam
-Nie, dziękuje
-Okej - wstawiłam wodę, aby zrobić sobie herbatę
-Kochanie
-Hmm ?
-Co powiesz na wyjazd na Sylwestra ?
-A Oliwka ?
-Zostałaby z moimi rodzicami
-To nie jest zły pomysł - uśmiechnęłam się - gdzie ?
-Nie wiem, ale zaproponuje może Mario
-To załatwiaj - objęłam go w pasie - zdaje się na Ciebie
-Cudownie - pocałował mnie - kocham to
-Co ?
-Twoje usta - uśmiechnął się szeroko
-Myślałam, że całą mnie kochasz
-Bo tak jest - puścił mi oczko - w nocy pokaże Ci co najbardziej kocham
-Zboczeniec - zaśmiałam się głośno
*****
DO KOŃCA OPOWIADANIA ZOSTAŁY 2 ROZDZIAŁY + EPILOG ! 
2 CZĘŚCI NIE PLANUJE !

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 23.

* Perspektywa Julki *
Siedzieliśmy sobie spokojnie z Marco i rozmawialiśmy, kiedy do sali wszedł jej lekarz
-Panie doktorze kiedy stąd wyjdę ?
-Jutro panią wypuścimy
-A kiedy mogę wrócić do pracy ?
-Dostanie pani tygodniowe zwolnienie, ale w pani stanie zrezygnowałbym z pracy
-W moim stanie ? Mówił pan, że nic mi nie jest
-Przepraszam, myślałem, że państwo wiedzą
-Wiemy o czym ? - zabrał głos mój mąż
-Jest pani w ciąży pani Julio - uśmiechnął się - zostawię państwa samych
Siedziałam i patrzyłam pustym wzrokiem na Marco, który uśmiechnął się do mnie szeroko. Powoli zaczęło docierać do mnie co powiedział lekarz. Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko.
-Będziemy mieli dziecko - szepnęłam
-Tak - przytuli mnie - będziemy mieli dziecko
-Jestem w ciąży - wtuliłam się w niego mocno i zaczęłam płakać
-Nie płacz - gładził mnie po włosach
-To ze szczęścia
-Wiem
-Kocham Cię - szepnęłam - bardzo Cię kocham
-Jak pomyśle, że coś mogło Wam się stać - odsunął się ode mnie i położył mi rękę na brzuchu
-Nic nam nie jest - uśmiechnęłam się
-Zabije go - wstał zaciskając pięści
-Hej - przytuliłam się do niego szybko - nie możesz mu nic zrobić, musisz mi to obiecać. Nie chce, żebyś miał kłopoty
-Zrobię to, jeżeli mi coś obiecasz
-Co takiego ?
-Odejdź z pracy
-Nie ! Marco ja lubię tą prace
-Jula chodzi o Twoje bezpieczeństwo
-Muszę się zastanowić
-Ok, to się zastanów
-Teraz ?
-Nie, teraz odpocznij
-Nic nam nie jest - powtórzyłam
-Wiem wiem - delikatnie mnie położył na łóżku i przykrył szpitalną kołdrą - śpij
-Zostań ze mną
-Nigdzie się nie wybieram
-Obiecujesz?
-Obiecuje
-Kocham Cię - posłałam mu buziaka i zamknęłam oczy

* Perspektywa Marco - Następnego Dnia *
Dzisiaj zabieram moją żonę do domu. Po treningu od razu pojechałem do szpitala, wszedłem do odpowiedniej sali i wtedy ją zobaczyłem.
-Hej - cmoknąłem ją w usta
-Cześć - uśmiechnęła się
-Masz wszystko ?
-Wypis, wyniki, dokumenty, więc tak mam wszystko
-I możemy jechać do domu ?
-Tak, zdecydowanie chce do domu
-Już idziemy - złapałem ją za rękę, zabrałem rzeczy i razem opuściliśmy szpital
-Nie mówiłeś małej ?
-Jeszcze nie
-Mam termin na 15 kwietnia
-Jeszcze mamy dużo czasu - objąłem ją
-Cieszysz się ?
-Dlaczego miałbym się nie cieszyć ? - uśmiechnąłem się
-No nie wiem - wzruszyła ramionami
-Moja ukochana żona jest w ciąży, więc to oczywiste, że się cieszę - pocałowałem ją
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem w kierunku przedszkola Oliwki, bo rano obiecałem jej, że razem ją odbierzemy.
-Masz jakieś leki do kupienia ?
-Kwas foliowy i jakieś witaminy, ale nie musimy kupować dzisiaj
-Pojadę potem do apteki
-Trzeba znowu wydać oświadczenie - skrzywiła się
-Moi fani będą zdziwieni co Ty ze mną zrobiłaś
-Ja ? - uniosła pytająco jedną brew
-Wpadłaś do mojego życia niespodziewanie i obróciłaś je o 180 stopni. W ciagu nieco ponad czterech miesięcy zakochałem się w Tobie, wzięliśmy ślub, będziemy mieli dziecko w dodatku drugie i jestem z Tobą cholernie szczęśliwy
-Ja też jestem szczęśliwa - delikatnie się uśmiechnęła
-Jak to możliwe, że się nie domyśliłam ?
-Daj spokój, to dopiero początek
-Ja po nią pójdę - powiedziała jak zaparkowałem przed budynkiem
-Poczekam
Polka wysiadła z samochodu i weszła do środka przedszkola. Po kilkunastu minutach zobaczyłem jak wychodzi uśmiechnięta w towarzystwie naszej Oliwki. Jak na dżentelmena przystało wysiadłem i otworzyłem drzwi obu moim dziewczynom. Mała cały czas nawijała, zadawała Julce rożne pytania, a ja przysłuchiwałem się temu z ciekawością.
-Mamo czy możemy iść do cioci Agaty ?
-Po co kochanie ?
-Chciałam się pobawić z Oliwką
-Zadzwonię do cioci i zaprosimy ją do siebie - posłała jej uśmiech - mam teraz trochę wolnego i ciocia Agata też siedzi w domu
-Z małą Lenką - westchnęła córka mojej żony, nasza córka
-Ile Lenka ma miesięcy ? - zapytałem
-Chyba trzy
-Dwa i pół - poprawiła nas dziewczynka
-No widzisz - Jula posłała mi uśmiech
-Mamo, a czemu byłaś w szpitalu ?
-Wiesz kochanie musiałam zrobić sobie kilka badań
-I nic Ci nie jest ?
-Nie, jestem zdrowa jak ryba
-To dobrze
-To co jechać mam teraz do apteki ?
-Jedźmy do domu, bo chciałabym odpocząć
-W porządku - uśmiechnąłem się
Podjechaliśmy do domu, dziewczyny weszły do środka, a ja zaparkowałem w garażu i zabrałem rzeczy. Zostawiłem je w przedpokoju, gdzie zdjąłem buty i od razu ruszyłem na góre. W naszej sypialni Julka i Oliwka leżały już na łóżku, więc położyłam się obok nich
-Wiesz skarbie - moja żona przytuliła dziewczynkę - za kilka miesięcy urodzi się dzidziuś, bo jestem w ciąży
-Będę miała siostrzyczkę ? - uśmiechnęła się
-Albo braciszka - puściłem jej oczko
-Wolałabym sioistrzyczke - mruknęła
-Chodź tutaj - rozłączyłem ręce, a ona się do mnie przytuliła
-A ja ?
-Ty też chodź - przytuliłem je obie
-I teraz będziesz siedziała w domu jak ciocia Agata ?
-Zobaczymy - pogłaskała ją po główce
-Mogłabym wtedy nie chodzić do przedszkola
-Będziesz chodziła do przedszkola - zaśmiała się
-Codziennie ?
-Codziennie
-Szkoda
-W weekendy siedzimy w domu - pocałowałem ją w czoło
-Będziemy oglądali jak grasz w piłkę
-Mam nadzieje, że będziecie przychodzili na moje mecze
-Z największą przyjemnością - moja ukochana posłała mi uśmiech
-Jesteście głodne, może coś zrobię do jedzenia ?
-Nie - obie pokręciły przecząco głową
-Mogę iść do siebie się pobawić ?
-Pewnie leć, jakby co to nas zawołaj
-Dobrze - zostaliśmy sami
-To co robimy ?
-Podaj mi laptopa
-Po co ? - zmarszczyłem nos
-Trzeba napisać to oświadczenie
-Mogę poprosić mojego menadżera, żeby to zrobił
-To zajmie tylko chwile - pocałowała mnie w policzek
-To napiszmy na Facebooku, a potem to się skopiuje na resztę
-Okej
Wspólnie udało nam się coś napisać, poinformowaliśmy wszystkich o tym, że Jula jest w ciąży i poprosiliśmy o nienaruszanie naszej prywatności podczas trwania ciąży mojej żony. Opublikowałem to na swoim oficjalnym Facebooku, Twitterze i na swojej stronie.
-Coś jeszcze ?
-Nie - uśmiechnęła się
-To zabieram - zamknąłem laptopa i odłożyłem go na szafkę nocną
-Nie mam siły - zaśmiała się cicho i wtuliła się we mnie zamykając oczy
-Śpij, przyda Ci się
-Muszę jechać do kawiarni i dać pani Agnieszce zwolnienie
-To może ja pojadę i przy okazji zahaczę o aptekę
-Dam radę
-Nalegam - pocałowałem ją - Ty masz odpoczywać
-W takim razie w kuchni leży moja torebka i tam jest zwolnienie lekarskie
-Ok, a w aptece kwas foliowy i witaminy ?
-Tak, ale w torebce mam chyba też receptę
-Recepta na kwas foliowy ? - zdziwiłem się
-Chodziło bardziej o to, żebym wiedziała co kupić
-W porządku
Poszedłem na dół, wyjąłem z jej torebki najpotrzebniejsze rzeczy i poszedłem do garażu. Wyjechałem autem z posesji, zamknąłem bramę i udałem się do baru, w którym pracuje moje żona. Dojechałem po kilkunastu minutach, zaparkowałem tuż przy wejściu i wszedłem do środka
-Hej Kate - pocałowałem ją w policzek
-Cześć, jak się czuje Jula ?
-Dobrze, już jest w domu
-To świetnie
-Jest pani Agnieszka ?
-Nie ma
-Przekażesz jej ? - podałem jej zwolnienie lekarskie Julki
-Jasne
-Dzięki
-Marco co Ty taki zadowolony jesteś ?
-Julka jest w ciąży - uśmiechnąłem się - i tak byś się dowiedziała z internetu
-Gratuluje - wyszła zza baru i mnie przytuliła
-Bardzo Ci dziękuje
-Muszę do Was wpaść i ją zobaczyć
-Zapraszamy
-Dzięki
-Lecę do apteki, na razie !
-Pa !
Wyszedłem i praktycznie od razu wsiadłem do samochodu, bo nie miałem czasu. Apteka była dość niedaleko baru, więc szybko się tam znalazłem. Na szczęście nie było kolejki i po kilku minutach kupiłem co trzeba i jechałem do domu.
-Jestem ! - zawołałem
-Cii ! Mama śpi
-Zjesz coś ? - wziąłem małą na ręce
-Tak, jakieś kanapki
-Z nutellą ?
-Mama nie pozwala jeść za dużo nutelli
-Od czasu do czasu nie zaszkodzi - pocałowałem ją w czoło
-To chce
-Okej - posadziłem ją na blacie
-Będziesz jadł ze mną ?
-Nie - zaśmiałem się
-Dlaczego ?
-Nie jestem głodny
-A co zjemy jak mama się obudzi ?
-Nie wiem, zobaczymy
Zrobiłem Oliwce dwie kanapki, nalałam do szklanki trochę mleka i posadziłem ją przy stole
-Smacznego
-Dziękuje
Jak tylko dziewczynka zjadła to pobiegła na górę, a ja posprzątałem i poszedłem za nią. Akurat bawiła się lalkami w swoim pokoju, więc stałem w drzwiach i się jej przyglądałem. Nagle zaczął dzwonić mój telefon, więc oddaliłem się i szybko odebrałem
-Halo ?
-Gratulacje !
-Cześć Mario
-Czy ja na prawdę muszę dowiadywać się z Internetu ?
-Tak wyszło - zaśmiałem się
-Jak ona się czuje ?
-Dobrze, akurat śpi
-Pozdrów ją potem
-Na pewno
-To prawda co się stało w barze ?
-Skąd wiesz ?
-Gadałem z Kubą
-Tak, odebrałem ją dzisiaj ze szpitala
-Dobrze, że nic jej nie jest
-Myślałem, że zabije tego faceta
-Odpuść Marco, bo to się jeszcze obróci przeciwko Tobie
-Wiem wiem
-Musicie nas odwiedzić, kiedy wracasz do treningów ?
-Już wróciłem, ale jak na razie nie zanosi się, żebym wrócił na boisko
-Czemu ?
-Wiesz trener chce poczekać
-No rozumiem
-Jak będziemy mieli wolną chwile to do Was wpadniemy
-Będzie nam bardzo miło
-Ustaliliście już datę ?
-Nie, Ann co chwila ma jakieś zawodowe sprawy, ja zresztą też. Trudno jest się wstrzelić w dobry termin
-Rozumiem
-Wy mieliście szczęście
-Ja miałem szczęście, że nie byłem na mundialu - zażartowałem
-Za cztery lata pojedziesz
-Ciągle to słyszę
-Bo taka jest prawda
Już miałem mu odpowiedzieć, ale poczułem jak ktoś się do mnie przytula. Delikatnie odwróciłem głowę i zobaczyłem moją żonę, czego mogłem się domyślić
-Muszę kończyć, pogadamy innym razem
-Do usłyszenia - zaśmiał się
-Pa - rozłączyłem się
-Nie chciałam Ci przeszkadzać
-Nie przejmuj się
-Gadałeś z Mario ?
-Yhmm
-Mnóstwo osób do mnie pisze z gratulacjami
-Powiedziałem Kate
-Też pisała
-Szybka jest
-Nudzi jej się w pracy - zaśmiała się
-Kochanie - odwróciłem się przodem do niej - proszę zrezygnuj
-Dobrze - uległa - ale wszyscy będą mówili, że jestem z Tobą dla pieniędzy
-Ja wiem, że to nie prawda - pocałowałem ją w czoło
-A jakbym odeszła za jakiś czas ? No wiesz jak już będę większa
-Nie chce, żeby Wam się coś stało
-Pogadamy jeszcze o tym - westchnęła
-Kochanie ...
-Idę coś zjeść - minęła mnie

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 22.

* Perspektywa Julki - Miesiąc Później *
Och jak wiele się wydarzyło przez ostatni miesiąc ! Dwa tygodnie temu wróciliśmy z Rio, spędziliśmy tam cudowne czternaście dni. W tym czasie moją, a właściwie nasza córką zajmowali się rodzice Marco wraz z Kate.
Nasz ślub wywołał wielkie zdziwienie. Na początku spekulowano, że nasze zdjęcie to tylko żart, ale mój mąż wydał oficjalne oświadczenie, a potem wspólnie pojawiliśmy się na oficjalnym bankiecie. Chyba pierwszy raz w życiu ktoś zrobił mi tyle zdjeć. Marco musiał udzielić kilku krótkich wywiadów, ale ja odmówiłam. Wolałam trzymać się z daleka.
Wstałam po 6 i od razu zeszłam na dół, żeby zrobić dla Oliwki i Marco śniadanie. Do pracy mam dopiero na dziesiąta, więc blondyn zawiezie przed treningiem małą do przedszkola. Przygotowałam dla nich jajecznice, zrobiłam herbatę, a sama zrobiłam dla siebie owsiankę.
-Dzień dobry - mój ukochany pocałował mnie w ramie
-Dzień dobry - uśmiechnęłam się
-Co robisz ?
-Śniadanie - zaśmiałam się - myślałam, że to oczywiste
-Wolałem spytać - westchnął
-Obudzisz małą ?
-Pewnie, a już jest gotowe ?
-Będzie za kilka minut
-To lecę
Nałożyłam na talerze jedzenie i postawiłam wszystko na stole. Sama zajęłam swoje miejsce i czekałam na resztę
-Cześć mamo - powiedziała moja zaspana córka
-Hej skarbie, siadaj i jedz śniadanie
-Moge jechać dzisiaj z Marco na trening ?
-Nie, idziesz dzisiaj do przedszkola - odpowiedziałam szybko zanim Reus zdążył coś powiedzieć
-A jutro ?
-Jutro zobaczymy
-Mamo - jęknęła
-Śniadanie - puściłam jej oczko kończąc temat
-Dobrze
-O której dzisiaj kończysz ? - spytał piłkarz patrząc na mnie
-Chyba o 17 - westchnęłam
-Kate Cię zmienia ?
-Tak, najpierw jest od 8 do 10, a potem znowu przychodzi
-Co taki rozstrzał ?
-Lekarza ma czy coś - wzruszyłam ramionami
-Rozumiem
-Skończyłam - Oliwka odsunęła od siebie talerz
-To zasuwaj na górę się ubrać. Ubrania masz na fotelu
-Nie pomożesz mi ?
-Podobno umiesz już sama - zaśmiałam się
-No dobra już idę - wstała od stołu i pobiegła na góre
-Odbierzesz ją ?
-Pewnie, że tak, Ciebie też mogę
-Ja sobie poradzę
-Jesteś pewna ?
-Yhmm
-Tęsknie za naszą podróżą poślubną - westchnął
-Ja też, w Rio było super
-To prawda - uśmiechnął się
-Dziękuje Ci - podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek
-Cała przyjemność po mojej stronę - objął mnie
-Mogliśmy tam zostać
-Kiedyś tam wrócimy, obiecuje
-Byłoby cudownie - przytuliłam się do niego
-Następnym razem bierzemy małą, co ?
-Pewnie
-Muszę iść się ogarnąć - westchnął
-Idź, ja trochę posprzątam - puściłam go - zajrzyj jak Oliwka sobie radzi
-Okej
-Dzięki - zawołałam jeszcze za nim
Włożyłam brudne naczynia do zmywarki, wytarłam stół i blat kuchenny, a potem poszłam do przedpokoju. Założyłam białe converse, wzięłam klucz od skrzynki i szybko wyszłam z domu. Wyjęłam całą zawartość skrzynki i wróciłam. Zrzuciłam buty i poszłam do salonu. Posortowałam listy na moje i Marco, a reklamy i jakieś ogłoszenia wyrzuciłam do śmieci. Położyłam resztę na stole w kuchni i poszłam na góre. Zamknęłam się w naszej łazience, wzięłam prysznic, założyłam czystą bieliznę i zabrałam się za suszenie włosów.
-Kochanie - chłopak zapukał do drzwi
-Tak ?
-My lecimy, do zobaczenia wieczorem
-Pa, powodzenia
-Wzajemnie
Dokończyłam suszenie włosów, umalowałam się, a potem poszłam się ubrać. Założyłam zwykłe jeansy i szary sweter. Założyłam białe skarpetki, spakowałem sobie niewielką torebkę i zeszłam na dół. Miałam jeszcze sporo czasu, ale jakoś nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Wzięłam z salonu laptopa i wyszłam na taras. Usiadłam na jednym z foteli, włączyłam sprzęt i zalogowałam się na swoje konto. Odpaliłam przeglądarkę i tak sobie przeglądałam co się na świecie dzieje. Doczytałam się, że Ania Lewandowska ma 22 października premierę swojej książki „Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską", ale nie przypominam sobie, żeby Marco mi o tym wspominał. Czyli albo nie wie albo zapomniał mi powiedzieć. Poznałam żonę Roberta, rozmawiałam z nią chwile, ale mimo wszystko z Agatą jestem bliżej.
Gdzieś tak po 9:20 wyszłam z domu i udałam się na przystanek. Po kilku minutach wsiadłam do odpowiedniego autobusu, który zatrzymywał się tuż przy miejscu mojej pracy. Byłam wcześniej niż powinnam, ale przynajmniej spotkałam się z przyjaciółką.
-Cześć - pocałowałam ją w policzek
-Hej
-Na którą masz wizytę ?
-Na 11
-Okej
-Powinnam być wcześniej niż gadałyśmy
-Nie ma problemu - uśmiechnęłam się
-Wyglądasz jak zawsze kwitnąco
-A dziękuje bardzo, Ty rownież
-Ja nie jestem mężatką
-Jeszcze nie - zaśmiałam się
-To się prędko nie zmieni - skrzywiła się
-Oj tam bez przesady
-Zobaczysz - mruknęła
-Marco ma dużo kolegów - zachichotałam
-No super, zdołuj mnie bardziej
-Chodziło mi o to, że moge Ci kogoś znaleźć głuptasie
-Jakbyś nie zauważyła trzeba czekać, aż miłość sama przyjdzie
-Tak, ale można ją trochę nakierować
-Z kim ja się przyjaźnie - przewróciła oczami
-Leć już, bo się spóźnisz
-Do zobaczenia - pomachała mi
Odprowadziłam ją wzrokiem do drzwi, a potem zabrałam się za wycieranie szklanek, które dziewczyna umyła
-Dzien dobry
-Dzien dobry, w czym moge pomóc ? - zobaczyłam młodą dziewczynę
-Poproszę sok pomarańczowy - uśmiechnęła się
-Okej, siadasz do stolika ?
-Tak, czekam na kogoś
-Zaraz podam - odwróciłam się, aby siegnąć szklankę
-Ee ... przepraszam
-Tak ?
-Nie jestem pewna czy dobrze myśle, ale pani jest żoną Marco ?
-To ja - posłałam jej uśmiech
-Dzięki - westchnęła i odeszła do stolika
Nalałam do szklanki soku, dorzuciłam kilka kostek lodu i zaniosłam dziewczynie. Potem obsłużyłam stolik przy, którym siedziało kilku mężczyzn i wróciłam za bar. Za chwile do stolika tej młodej dziewczyny przysiadł się chłopak, więc podeszłam, aby przyjąć zamówienie
-Coś podać ?
-Piwo
-A mogę prosić o dowód osobisty ?
-Pewnie - zaśmiał się i wręczył mi dokument
Szybko przeleciałam po nim wzrokiem i chłopak faktycznie był pełnoletni, więc oddałam mu dowód
-Zaraz podam - oddaliłam się
Nalałam do dużej szklanki piwa i zaniosłam je do stolika
-Witaj Julka
-Dzień dobry pani Agnieszko
-Jak Ci idzie ?
-Dobrze
-Przyszłam tylko po kilka rachunków, bo idę do banku
-Oczywiście rozumiem
-Nie wiesz o której będzie Kate ?
-Myślę, że jakoś po 16
-To dobrze
Weszłam na chwile na zaplecze, a potem wyszła, przed wyjściem z baru pomachała mi, a potem zniknęła za drzwiami
Do momentu przyjścia Kate wszystko szło dobrze, ludzi było trochę, ale przy dobrej organizacji wszystko szło jak po maśle. Marco już jakiś czas temu skończył trening, ale na pewno jeszcze nie odebrał małej.
-Jestem - zobaczyłam zdyszną Kate
-Biegłaś ?
-Ledwo zdążyłam na autobus
-Ach, rozumiem
-Idę się przebrać
-Okej
Dziewczyna poszła na zaplecze i w tym samym momencie do baru wszedł jakiś mężczyzna. Podszedł do stolika przy którym siedziała jakaś para i zaczął się awanturować. Zirytowana ruszyłam w tamtą stronę
-Przepraszam czy mógłby mówić pan nieco ciszej ? Nie jest pan tutaj sam
-Nie mogę - warknął
-To może lepiej niech pan wyjdzie
-Sama wyjdź - z impetem popchnął mnie do tyłu
Poleciałam na jeden ze stolików, a potem spadłam z niego i wylądowałam na ziemi. Zemdlałam.

*Perspektywa Marco *
Siedzieliśmy z chłopakami u Kuby i graliśmy w Fife. Po Oliwkę miałem jechać niedługo, ale było jeszcze dość wcześnie. Agata podała nam różne przekąski i towarzyszyła nam. Na górze w swoim pokoiku spała ich mała córeczka Lenka, a niedaleko nas bawiła się Oliwia. Nagle zaczął dzwonić mój telefon, a na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie Kate
-Hej Kate, co tam ?
-Jedź do szpitala, właśnie zabrali ją do szpitala
-Co się stało ? - poderwałem się z kanapy
-Potem Ci powiem
-Pa - rozłączyłem się
Schowałem telefon do kieszeni i zgarnąłem ze stoliku kluczyki od auta
-Agata możesz odebrać Oliwkę z przedszkola ?
-Pewnie, coś się stało ?
-Nie wiem, Jula jest w szpitalu
-To jedź, poradzimy sobie
-Dzięki
Bardzo szybko dojechałem do szpitala, a potem pobiegłem do recepcji
-Przywieziono tu moją żonę. Julia Reus
-Tak rzeczywiście. Czwarte piętro, sala numer 201. Wcześniej może iść pan do lekarza, to samo piętro, pierwsze drzwi po lewej - uśmiechnęła się
-Dziękuje - ruszyłem w kierunku wind
Wjechałem na górę i dość szybko znalazłem gabinet lekarza, zapukałem i po chwili usłyszałem "proszę". Od razu wszedłem.
-Dzień dobry. Ja chciałem zapytać co z moją żoną.
-Nazwisko ?
-Reus. Julia Reus
-Ach pani Julia - uśmiechnął się - wszystko jest w porządku. Jest trochę poobijana, ale nic jej nie grozi
-To dobrze
-Może pan do niej zajrzeć
-Dziękuje bardzo
Z powrotem znalazłem się na korytarzu i tym razem poszedłem do sali z numerem 201. Po cichu do niej wszedłem i od razu ją zobaczyłem
-Hej - pocałowałem ją w czoło
-Cześć - uśmiechnęła się
-Jak się czujesz ?
-Dobrze - wychrypiała
-Co się stało ?
-Och - jęknęła i zaczęła mi opowiadać o tym facecie
-Zabije go - mruknąłem
-Nic mi nie jest - ścisnęła moją dłoń
-Mógł Ci coś zrobić
-Wszystko jest w porządku - spojrzała mi w oczy
-Tak bardzo Cię kocham - pocałowałem ją
-Ja Ciebie też

*****
DO KOŃCA OPOWIADANIA ZOSTAŁY 4 ROZDZIAŁY + EPILOG !!!

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 21.

* Perspektywa Julki - Dzień Ślubu *
Niby typowa sobota. Wakacje. Sierpień. A jednak nie ! To właśnie dzisiaj zmieni się moje życie. Dzisiaj 2 sierpnia wychodzę za mąż. Niektórzy pewnie popukają się w głowę, bo przecież tak krótko się znamy, ale to chyba jest miłość. Niczego w życiu nie jestem tak pewna, jak tego, że to właśnie on - Marco Reus jest miłością mojego życia i chce z nim być do końca moich dni.
Nasz ślub jest wielką tajemnicą. Mimo tego, że to będzie ślub na prawie 250 osób to nikt inny o tym nie wie. Najzabawniejsze w tym wszystko jest to, że fani Marco, dziennikarze, a nawet niektórzy dalecy znajomi blondyna nie mają bladego pojęcia, że on ma dziewczynę. Wszystko wyjdzie na jaw dopiero po dzisiejszej ceremonii.
Ja szykuje się w swoim mieszkaniu wraz z moją świadkową - Kate, a Marco szykuje się w swoim, a już niedługo naszym domu ze swoim świadkiem - Mario.
Ceremonia ma się rozpocząć o 14:30, a jest dopiero po 10. Muszę przyznać, że się stresuje, ale mam nadzieje, że potem mi to minie.
-Julka - moja przyjaciółka była zirytowana - czy Ty mnie w ogóle słuchasz ?
-Oczywiście, że tak
-To co mówiłam ?
-Eee ... możesz powtórzyć ?
-Na litość boską - jęknęła - pytałam co w końcu robimy z Twoimi włosami ?
-Obojętnie, muszę się najpierw wykąpać
-To na co czekasz ?
-Bez stresu - zaśmiałam się - Ty bierzesz ślub czy ja ?
-Dobra idź już
Posłusznie poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i założyłam na siebie cienką, zwiewną sukienkę. Spokojnie wróciłam do kuchni, gdzie czekała już na mnie Niemka.
-Nie potrafię zrozumieć czemu nie chciałaś fryzjerki, ani makijażystki
-Po pierwsze ufam, że Ty dasz sobie z tym radę, a po drugie poszłam wczoraj na paznokcie tak jak prosiłaś
-Wybacz, ale nie dałabym rady jeszcze zrobić Ci paznokci - westchnęła
-Wiem - zaśmiałam się wesoło
-Ty to masz dobry humor
-Mam powód
-Siadaj - wskazała krzesło - spięte włosy ?
-Yhmm
-Módl się, żeby było dobrze
-Będzie na pewno - zamknęłam oczy
Kate majstrowała coś przy moich włosach, upinała, trzymała, plątała itd. Nie wiem ile to trwało, ale w końcu skończyła. Nie zdążyłam otworzyć oczu, a ona zabrała się za mój makijaż. Przerwał jej dzwoniący telefon, więc ja mogłam na chwile przejrzeć się w lustrze i zobaczyłam piękną fryzurę, ale również dokończony makijaż. Kate mnie zadziwia !
-Halo ?
-...
-No chyba żartujesz - prychnęła
-...
-To pogadają sobie po ślubie !
-...
-Dobra - warknęła
-...
-Cześć - szybko się rozłączyła
Odłożyła telefon na stół, a ja przyjrzałam jej się badawczo. Ewidentnie chodziło o mnie i Marco.
-Stało się coś ?
-Oczywiście - mruknęła - mamy być wcześniej pod Kościołem, bo Marco chce z Tobą pogadać
-O czym ? - poczułam, że zaschło mi w gardle
-Mario mi nic nie powiedział - westchnęła - zobaczy Cię w sukni i przyniesie Wam to pecha
-To założę suknie po rozmowie
-A wyrobimy się ?
-Tak - uśmiechnęłam się przyjaźnie
-W porządku
-Tylko, żeby nikt nas nie widział
-O to się nie martw
-Może pogadam z nim tu w mieszkaniu ?
-Podobno w Kościele może być
-Och !
-Ale spokojnie
-Jestem spokojna
-Podoba Ci się ?
-Tak naprawdę
-Masz coś nowego, starego, niebieskiego i pożyczonego ?
-Nową sukienkę, niebieskie oczka we wsuwkach, pożyczoną bransoletkę, a stare są też te wsuwki. Dostałam od Melanie, miała je na swoim ślubie
-Gdzie ta bransoletka ? - spojrzała na moje nadgarstki
-Tu - podniosłam prawą nogę, a jej oczom ukazała się srebrna bransoletka zapięta na mojej szczupłej kostce
-Nie mam pytań
-Ok - zachichotałam
-No dobra, mam jedno
-Dawaj
-Jesteś szczęśliwa
-Jak nigdy
-Rozumiem
-Odebrałaś mój bukiet ?
-Pewnie, że tak. Stoi w sypialni
-A masz swój ?
-Tak - zaśmiała się - jednak się martwisz
-Może troszeczkę
-Zadbałam o to, żeby wszystko było idealnie
-Dlatego jesteś moją świadkową
-Taki piłkarz, a wesele na 220 osób
-250 !
-220 - przyjrzała mi się - naucz się liczyć księżniczko
-Jak to możliwe, że pomyliłam się o 30 osób ?!
-Bo miało być 241, ale ostatecznie ktoś chyba odwołał albo Twój narzeczony kogoś wywalił
-Ale, że aż 21 osób ?
-Pogadaj z nim, ok ? Ja za dużo nie wiem
-Ok, niech będzie
-Co chcesz robić ?
-A co mam do wyboru ?
-Co chcesz
-Która jest ?
-12:40
-Późno, a o której mamy być w Kościele ?
-Przed 14, więc myślę, że w pół do trzeba wyjechać
-Kierowca wie ?
-Mario miał mu powiedzieć
-Ok, to idź się szykuj, a ja założę w łazience bieliznę ślubną
-A co na to ?
-Jeansy i bluzę
-Najlepsze rozwiązanie
-Dokładnie
Rozstałyśmy się. Ja poszłam do łazienki, a Kate do mojej sypialni. Cały czas zastanawiałam się o czym Marco chce ze mną rozmawiać. Może się rozmyślił ... ? Nie. Nie. Nie. To niemożliwe, on mnie kocha i nie zrobiłby mi tego.


* Perspektywa Marco *
Nie zamierzam ukrywać tego, że się stresuje. W końcu to najważniejszy dzień w moim życiu, a przynajmniej na razie. Mój przyjaciel, a jednocześnie świadek bardzo mi pomaga i mnie wpiera.
-Mówiłem Ci, że pierwszy się ożenisz - zażartował
-Oj daj spokój - zaśmiałem się
-Będę Ci to wypominał do końca życia
-Spadaj
-Po co ściągasz ją do Kościoła wcześniej ?
-Chce z nią pogadać
-Nie możesz tego zrobić po ceremonii ?
-Nie
-Ok - poddał się
-Gdzie jest moja koszula ? -zirytowałem się
-W szafie
-Nie ma jej tam
-Jest - westchnął
Po chwili przyniósł mi białą koszulę i czarną muszkę. Powoli ją założyłem, żeby jej nie pognieść, a potem Gotze zawiązał mi muszkę.
-Marynarkę włożysz już w Kościele
-Skoro tak mówisz
-Zakładasz już buty ?
-Tak
-Ok
-Masz dowód od Astona ?
-Mam
-A obrączki ?
-Też
-To dobrze
Postanowiliśmy z Mario, że do Kościoła pojedziemy moim autem tak jakbyśmy byli gośćmi. Mam nadzieje, że uda nam się utrzymać ślub w tajemnicy, bo nie chce robić wielkiej sensacji. Pod koniec sierpnia klub zorganizował jakiś bankiet i zamierzam zabrać tam Jule już oficjalnie jako moją żonę. A jutro wylatujemy do Rio de Janeiro. Skoro nie mogłem polecieć do Brazylii na Mistrzostwa to polecę tam w podróż poślubną.
-Musimy już wychodzić, gotowy ?
-Jak nigdy
-To chodź
Zamknąłem dom, dałem klucze przyjacielowi i wsiadłem od strony pasażera do czarnego Astona Martina. Za piętnaście druga Mario zaparkował przed Kościołem, weszliśmy szybko do środka. Udałem się do zakrystii, gdzie jak się okazało czekała już na mnie moja narzeczona. Była ubrana w jeansy i czarną bluzę Nike co mocno mnie zbiło z tropu, ale jej fryzura i makijaż wyglądały na ślubne
-Hej - uśmiechnęła się na mój widok
-Cześć - cmoknąłem ją w usta
-Mamy mało czasu, więc mów
-Mam coś dla Ciebie
-Co takiego ?
-Zobaczysz
-Nie mogłeś mi dać tego później ?
-Nie
-A to dlaczego ?
-Bo chce, żebyś to włożyła
 -Ok, to daj to
-Proszę - wręczyłem jej pudełko
-Czy to jest to o czym myślę ?
-Chyba tak
Polka powoli otworzyła pudełko i obydwoje zobaczyliśmy komplet biżuterii, którą kupiłem jej zanim zostaliśmy parą.
-Mówiłem, że nam się przyda - szepnąłem
-Jesteś cudowny - rzuciła mi się w ramiona - pomożesz mi zapiąć ?
-Oczywiście - założyłem jej naszyjnik i bransoletkę, a potem ona założyła kolczyki
-Zawołaj proszę Kate, bo muszę założyć suknie
-Już się robi
Wyjrzałem z pomieszczenia, a przyjaciółka mojej narzeczonej prawie się na mnie rzuciła
-Wynocha mi stąd - wywaliła mnie za drzwi, a sama weszła do środka. Stanąłem przed ołtarzem i czekałem. Jeszcze tylko kilkanaście minut.


* Perspektywa Julki *
Kate szybko pomogła założyć mi suknie, buty, a potem wpięła mi we włosy welon. Jeszcze na chwile wsiadłyśmy do samochodu. O 14:28 miałam wejść do Kościoła. Pierwsze będą szły dziewczynki - Oliwki,które sypią kwiatki, potem Kate, a na końcu ja. Muszę uważać, żeby się nie wywrócić.
-Oddychaj - Niemka ścisnęła moją dłoń
-Oddycham - uśmiechnęłam się
-Musimy już iść
-To chodźmy
Wysiadłyśmy z auta i ruszyłyśmy do wejścia. Poszło tak jak zaplanowaliśmy. Najpierw dziewczynki, za nimi Kate i ja. Drzwi się za mną zamknęły, wszyscy zgromadzeni wstali na mój widok, a ja patrzyłam tylko na niego. Cały mój stres odleciał daleko. Po chwili chwyciłam jego dłoń i już nic więcej się nie liczyło. Ksiądz rozpoczął msze, a potem przemówił do nas.
-Julio i Marco czy chcecie bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński ?
-Chcemy - odpowiedzieliśmy wspólnie
-Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobre i złej doli, aż do końca życia ?
-Chcemy
-Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Was Bóg obdarzy ?
-Chcemy

Podaliśmy sobie prawe dłonie i patrzyliśmy sobie w oczy, a ksiądz przemówił.
-Wobec Boga i kościoła powtarzajcie za mną słowa przysięgi małżeńskiej - zwrócił się do nas, ale pierwszy przemawiał piłkarz - ja Marco ...
-Ja Marco
-Biorę Ciebie Julio za żonę ...
-Biorę Ciebie Julio za żonę
-I ślubuję Ci ...
-I ślubuję Ci
-Miłość, wierność i uczciwość małżeńską ...
-Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
-Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci ...
-Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
-Tak mi dopomóż panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci ...
-Tak mi dopomóż panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci - uśmiechnął się do mnie promiennie
-Ja Julia ... - spojrzał na mnie
-Ja Julia
-Biorę Ciebie Marco za męża ...
-Biorę Ciebie Marco za męża
-I ślubuję Ci ...
-I ślubuję Ci
-Miłość, wierność i uczciwość małżeńską ...
-Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
-Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci ...
-Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
-Tak mi dopomóż panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci ...
-Tak mi dopomóż panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci - dokończyłam drżącym głosem
-Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez Was zawarte ja powagą Kościoła Katolickiego potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen

-Niech Bóg pobłogosławi te obrączki, które macie sobie wzajemnie nałożyć jako znak miłości i wierności. Amen
-Julio przyjmij tą obrączkę ...
-Julio przyjmij tą obrączkę
-Jako znak mojej miłości i wierności ...
-Jako znak mojej miłości i wierności
-W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ...
-W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - wsunął mi obrączkę na serdeczny palec prawej dłoni
-Marco przyjmij tą obrączkę ...
-Marco przyjmij tą obrączkę - uśmiechnęłam się delikatnie do niego
-Jako znak mojej miłości i wierność ...
-Jako znak mojej miłości i wierności
-W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ...
-W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - dokończyłam wsuwając mu obrączkę na palec

Po niecałej godzinie wyszliśmy z Kościoła już jako małżeństwo. Tuż przed budynkiem obsypali nas ryżem. Potem spokojnie mogliśmy wraz z naszymi świadkami wsiąść do samochodu,
-Mario podaj mój telefon - powiedział mój mąż
-Masz - szatyn podał mu czarnego iPhone
-Uśmiech kochanie - zrobił nam zdjęcie
-Wrzucasz gdzieś ?
-Na wszystkie profile - uśmiechnął się - muszę poinformować moich fanów, że nie jestem już wolny 
Tak jak powiedział tak zrobił. Wrzucił nasze zdjęcie z podpisem "Z moją żoną"